Skip to content

Grecja – Kreta – Malia – Wakacje 2019

Grecja - Kreta - Malia - Wakacje 2019

Dwutygodniowe wakacje na Krecie w Grecji. Zatrzymaliśmy się w Hotelu w Malii. Zwiedziliśmy w tym czasie 'połowę’ wyspy. Miejsca, w których między innymi bylismy to Malia, Heraklion, Knossos, Bali, Vai, Spinalonga, Moni Toplou. Pogoda dopisała i sprzyjała wypoczynkowi. Podziękowania dla Yannis Sahamis za udostępnienie podkładu dźwiękowego do mojego filmu!




Wakacje na Krecie 2019

Wstęp…

Od naszych wakacji minęło ponad pół roku i właśnie dopiero teraz pojawia się ten wpis. Brakowało czasu, brakowało chęci i było wiele innych rzeczy do zrobienia… Ale zebrałem się i piszę… Nie jestem tylko pewien jak pisać. Dzień po dniu, opowieść, najpierw o hotelu, czy pierwsze wrażenia z samego kraju i wyspy? Pomimo, że na stronie znajdują się starsze wpisy z naszych wakacji – ten, jako pierwszy ma być szeroko opisany i przeprowadzony w jakiś przemyślany sposób… Jeżeli masz jakiś ciekawy pomysł lub wskazówkę – chętnie ją przeczytam!

Przylot na wyspę

Na wyspę dostaliśmy się samolotem, który wylatywał z Amsterdamu. Dolecieliśmy do Heraklionu (Iraklionu). Lotnisko jest nieduże, nie było więc problemów z nawigacją. Nieduży ruch także ułatwiał sprawę. Już na wstępie pogoda dopisywała. Słońce grzało z bezchmurnego nieba. Wsiedliśmy do busa i oczekiwaliśmy na transport do Malii.

Po kilkunastu minutach oczekiwania ruszyliśmy. Początkowo było normalnie. Później zastanawialiśmy się czy kierowca jest normalny 😛 Jak się później okazało – był, ale poruszanie się po Krecie samochodem, jest jak walka w dżungli. Mimo znaków ludzie odwalają samowolkę. Jedyni, którzy jeżdżą tam normalnie to turyści. Autobusy ze względu na gabaryty muszą częściej wciskać się na trzeciego i wyprzedzać w dziwaczny sposób… Po drodze mijaliśmy wiele sklepów. Nie tylko tych typowo turystycznych, ale i marketów. Co chwilę rzucały się w oczy również restauracje, bary oraz wypożyczalnie samochodów i motocykli.

Dotarliśmy do hotelu. Młoda i sympatyczna recepcjonistka kazała zostawić nasze dokumenty, a nam udać się na obiad. Po tylu godzinach bez posiłku bardzo chętnie skorzystaliśmy z tej opcji.

Pierwsze wrażenia z hotelu

Jak wyżej wspomniałem recepcjonistka była bardzo sympatyczna. Bardzo płynnie i ładnie mówiła po angielsku. Stołówka wyglądała dobrze. Było tam wiele miejsc i stolików dla gości. Jedynym rozczarowaniem – o ile mogę tak to nazwać, był bufet. Na zdjęciach wydawał się nieco większy – ale tak to już bywa w fotografii. Ma ona kusić klienta. Co do jedzenia, nie było szczególnie doprawione, ale nie było, aż tak złe by go nie zjeść.



Nie oglądaliśmy dokładnie wszystkiego, a wybraliśmy się z panią z obsługi do naszego pokoju. Tu już nieco gorzej było z komunikacją. Okazało się, że hotel składa się z dwóch budynków oddzielonych ulicą. Recepcja, stołówka, basen i bar znajdowały się z drugiej strony… Rozczarowanie? Nie koniecznie. W sumie nawet cieszyliśmy się z tego powodu.

Nasz hotel w Malii
Nasz hotel w Malii

Nasz pokój miał balkon z widokiem na nic i własną łazienkę. Tak balkon z widokiem na nic. Nic tam nie było. Gdzieś w tle widać było morze. A tak to jakieś pole oraz domy obok. Plusem – jeżeli ktoś lubi, były cykady. Obleśne stworzenia skrzeczące od rana do nocy. Uspakajający dźwięk towarzyszył nam całe dwa tygodnie razem z piękną pogodą. W łazience prysznic, umywalka i toaleta. Łamałem prawo i wrzucałem papier toaletowy do toalety (zły ja). Ze względu na wąskie rury nie powinno się tego robić. Wąskiej kanalizacji można było też doświadczyć podczas kąpieli. Gdy użyło się dużo płynu i gdy powstało wiele piany – wychodziła ona przez odpływ na podłodze… W pokoju klimatyzator oraz mikro-lodówka. Niestety płatne osobno. Myślałem, że przy wyjeździe all-inclusive chociaż tyle hotel da mi w zamian – jeżeli już takie coś oferuje. Niestety kable od lodówki i klimatyzatora zostały specjalnie skrócone by nie przyszło mi do głowy ich użycie na własną rękę. Ale no cóż… Albo zapomnieli, albo schowali – za lodówką znaleźliśmy przedłużacz, którym podłączyliśmy lodóweczkę, a w nocy na kilka minut włączaliśmy klimatyzację (zły ja po raz drugi…). Panel klimatyzatora dodatkowo został ukryty pod półką, abym musiał używać pilota, który dostępny był u recepcjonistki. Wystarczyło jednak półkę podnieść by uruchomić i ustawić klimatyzację ;P Internet również płatny i dostępny tylko dla jednego urządzenia i tylko w lobby. Dziękuje Ci operatorze za nielimitowany internet w EU!

Dalsze części hotelu czyli basen również znacznie mniejszy niż na zdjęciach – ale i tak nie jestem fanem basenów. Nie po to przyjechałem nad tak piękne morze by siedzieć w hotelu. Przy basenie bar otwarty od 9:00 do 20:00. Barmanka, młoda, miła i rozgadana Ukrainka – Tatiana, mówiąca bardzo dobrze po polsku.  Z basenu skorzystaliśmy w późniejszym czasie raz i już więcej tego błędu nie popełniliśmy. O tym nieco później.




Pierwsze wrażenia z okolicy

Po otrzymaniu pokoju i zostawieniu bagaży wybraliśmy się nad morze – zawsze przystanek numer jeden podczas wakacji nad wodą! Od Hotelu było to jakieś 500 metrów. Tu mając porównanie do Fuerteventury (wyspy kanaryjskie) uznaję, że Kreta jest na drugim miejscu pod względem plaż i wody. Plaże na Krecie raczej i w większości wąskie – po kilka metrów. Nie widziałbym w tym nic złego, gdyby nie leżaki barowe i hotelowe. Ze względu na małą powierzchnię plaż, leżaki stoją praktycznie wszędzie. Oczywiście mówię o plaży w Malii. Także jak nie chcecie z nich korzystać – musicie szukać miejsca gdzieś pomiędzy nimi lub gdzieś przy skałkach.

Wąskie plaże w Malii
Wąskie plaże w Malii

Woda przejrzysta, czysta i ciepła. Bez porównania do oceanu, ale nadal bardzo ładna. Gdy przyjechaliśmy i przez praktycznie cały nasz pobyt morze było nieco niespokojne. Fale dochodziły nawet do 1.5 metra.

Po zobaczeniu morza przyszedł czas na miasto. Miasto rozciągało się kilometrami wzdłuż wybrzeża. Z jednej strony zaczyna się polami, a z drugiej przechodzi do innego miasta – Stalidy. Poprzez całą drogę z lewej jak i z prawej strony ciągną się restauracje, bary, wypożyczalnia pojazdów, sklepy i bazary. Mija się je bez końca. Także wybór jest całkiem spory. Idąc jednak w górę miasta, przechodziło się przez część najbardziej imprezową, a dochodziło do Starej Malii. Część mniej turystyczna, ale za to bardziej piękna. To właśnie tam można było zobaczyć typowo greckie widoki i scenerie, które kojarzą się nam ze zdjęć i pocztówek.

Wreszcie wakacje

Do końca pierwszego dnia zdążyliśmy jeszcze zjeść kolację, która również jak obiad była zjadliwa, ale niczym nie zaskakiwała. Zahaczyliśmy też o bar przy basenie. Tam niestety kolejne rozczarowanie – all-inclusive znów nie gwarantuje ciekawych napojów. Poza zimnymi napojami jak cola czy sprite, za darmo można było wziąć lokalne piwo, wino, ouzo (FUUUJ) i raki. Także korzystając z hotelowych napojów kończyło się na coli, sprite i piwie o niskiej jakości. Dostępne były też dwa rodzaje soków – niestety producent przesadził z cukrem.



Drugiego dnia po śniadaniu wybraliśmy się wreszcie nad morze. Tym razem w celu zaczerpnięcia kąpieli. Woda była ciepła i jak już wcześniej wspomniałem – niespokojna. Fale po 1.5 metra. W sumie właśnie to generowało całkiem fajną zabawę. Przez chwilę woda po kolana, a za chwilę potrzeba szybkiego wybicia się od dna by nie zostać przykrytym i zmiecionym na plaże. Po zabraniu przez taką falę wychodziło się z nadzieją, że strój kąpielowy jest tam gdzie powinien i że za nami nie ma już kolejnej takiej fali, która kompletnie dezorientowała człowieka. Uznam te fale i skoki za bardzo fajne ćwiczenia gimnastyczne, a oglądanie pań szybko poprawiających górną część stroju kąpielowego za przyjemną rozrywkę 🙂

Fale na Krecie
Fale na Krecie

Niedaleko od plaży znajduje się mała wysepka. Ze względu na fale, nie do zdobycia dla każdego. Jeżeli nie umiesz dobrze pływać – odpuść! Na wysepce stoi mały, zamknięty – kościółek? Kapliczka? Miejsce idealne na zdjęcie! Podjarany zrobiłem ciekawe ujęcie dronem. Miało ono być rozpoczynającym ujęciem filmu z wakacji. Niestety chciałem go obejrzeć jeszcze na Krecie i jeszcze tego samego dnia. Pobrałem więc go na telefon. Jako, że później telefon alarmował bo miał mało miejsca – usunąłem z niego wszystko (dron zapisuje mniejsze wersje filmów na telefonie). Niestety pobrane filmy nie były kopiami z drona, a oryginałami… Także pozbyłem się mojego filmu i kilku  innych ujęć.

Wysepka przy plaży
Wysepka przy plaży

Woda była przejrzysta, fale podbijały jednak piasek z ziemi co ją mąciło. Nie było tu też ryb czy innych ciekawych rzeczy, które można byłoby nagrać pod wodą. Poza tym nurkowanie w takich warunkach było ciężkie. Woda co chwilę znosiła też na miejsca ze skalistym dnem. Po wyjściu z morza całe ciało kleiło się, a w majtkach można było stawiać zamki z piasku. Na szczęście na plażach co kilkanaście metrów stały prysznice pod którymi można było się opłukać.



Pierwsze dłuższe wyjście na miasto… Sprawdzanie jakie pamiątki oferuje Kreta. Całkiem spory wybór. Od magnesów poprzez talerze po figurki bogów greckich. Jak to nad morzem – muszelki , muszelki i więcej muszelek. I co dla Krety (może nie tylko) normalne – pumeksy, pumeksy i więcej pumeksów. Przy restauracjach ludzie zachęcający do wejścia. Jedni stoją i się nudzą. Drudzy delikatnie zachęcają do wejścia i życzą miłego dnia. Trzeci typ takich ludzi to nadgorliwcy, którzy są wstanie iść za Tobą, zatrzymywać Cię i zagadywać przez pewien czas.

Dostępność różnorodnych pamiątek
Dostępność różnorodnych pamiątek

W Malii większość sklepów zamykała się około północy. Bary i restauracje były otwarte nawet do godziny 3:00. Jest to miasto nocnego życia. Na drodze w głąb miasta znajdują się imprezy i dyskoteki, to tam 'namawiacze’ są najgorsi. Koleś na filmie, który otwiera buzię przed kamerą to jeden z nich ;P

Co może jeszcze denerwować to idioci – bo nie można inaczej ich nazwać, na skuterach i quadach. Jeżdżą jak szaleni, więc trzeba uważać. Ludzie też są często nie rozsądni, chodzą po kilku obok siebie drogą. Jako kierowca sam bym ich chętnie rozjechał. Grecy na Krecie są jednak całkiem wyrozumiali.




Co zobaczyć w niedużej odległości

Będąc w Malii miejscem, które musisz zobaczyć jest stara Malia. Oczywiście jeżeli nie pojechałeś tam tylko pić na umór i imprezować. Nie ma tam bardzo dużo do zobaczenia, ale to co jest, jest po prostu piękne. Niektóre domy to niestety ruina, niektóre się trochę zmodernizowały, ale to co zostało i o co było zadbane  – wygląda jak z pocztówki. Nie, nie tej pocztówki z białymi domami i niebieskimi dachami! W filmie powyżej wykorzystałem parę ujęć właśnie stamtąd. Znajduje się tam również kilka ładnych kościołów. Jako fotograf na pewno zechcesz coś sfotografować. Jako turysta stanąć by zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie.

Restauracja w Old Malia
Restauracja w Old Malia

Kolejne miejsce, gdzie można dojść pieszo to Archaeological Site of Malia. Zaznaczę, że można, ale warto wtedy wziąć wodę, okulary przeciwsłoneczne i nakrycie głowy w przypadku pełnego słońca. Miejsce to, to stanowisko archeologiczne z ruinami rozległego pałacu minojskiego z ok. 1650 roku p.n.e.. Jeżeli nie interesują Cię takie rzeczy to szkoda Twojego czasu i pieniędzy (€6). Są to zwykłe kamienie i schody na piasku.

Wykopaliska w Archaeological Site of Malia
Wykopaliska w Archaeological Site of Malia

Idąc w tamtą stronę mija się 'najpiękniejszą plaże Malii’ – Potamos Beach. Czyli nic ciekawego, ale porównując do plaż położonych tuż przy mieście, ta jest szeroka. Bardzo szeroka. Tu pograsz w piłkę, położysz się i odprężysz, wynajdziesz też małe muszelki wzdłuż wody. Plaża czysta i piaszczysta. W wodzie niestety skały. Płaskie, ale podczas dużych fal można nabić siniaka. Oddalając się trochę (trochę bardzo) od plaży i idąc wzdłuż brzegu dojdziemy do klifów. Obok plaży znajduje się większa restauracja. Także bez problemu dostaniesz coś chłodnego do picia i ciepłego do zjedzenia.

Minusy hotelu

Nasz hotel miał swoje minusy – głównie powtarzalność jedzenia, ale zawsze szło wybrać coś co dobrze wchodziło i było całkiem zjadliwe. Pierwszy dzień potrawy nieco bez smaku, ale później troszkę je ulepszono. Lody na deser dociskały pasa. Postanowiliśmy wybrać się raz na basen. Tak o w celu sprawdzenia go i odpoczęcia od ciągłego chodzenia. Podczas pływania było całkiem dobrze. Później zaczęło się nurkowanie na czas, wyścigi pod wodą i takie tam.

Oczy po wizycie w basenie
Oczy po wizycie w basenie

Wtedy stwierdziliśmy, że basen nie jest dla nas, a na pewno już  nie ten hotelowy. Zaczęły szczypać nas oczy. Początkowo trochę, ale z czasem coraz mocniej. Wszystko zaczęło wyglądać jak za mgłą. Oczy nie chciały łzawić, wydawały się suche, piekły i były strasznie zaczerwienione. Poszliśmy je przemyć, ale to nic nie dało. Przeczytaliśmy, że taka sytuacja może być spowodowana bardzo brudną wodą. Napisane tam było też by nie płukać oczu. Ale na to było już za późno. Także płukaliśmy je nadal bo tylko to dawało chwilowe ukojenie. Po jakimś czasie wybraliśmy się do sklepu po jakiś środek do płukania oczu, ale i on nie dawał rady. Pieczenie zniknęło po kilku godzinach, mgła dopiero pod koniec następnego dnia.

W lobby dostępny był bilard. W sumie spoko opcja, a kolejek nie było. Postanowiliśmy raz zagrać. Niestety brakowało kilku kul.



Kolejny minus, ale to już nie hotelu, a raczej ceny i czasu – nasi rodacy. Przyjechały dzieci – 16-20 lat. Niestety zamieszkali obok nas, a druga część pod nami. Także nocą słuchaliśmy opowiadań z życia dorosłych nastolatków. Zdania były męczone naszymi słowami z łaciny podwórkowej. W lepszych momentach dawało się przeżyć. W gorszych dochodziły krzyki, złamane serca, fochy, rzuty przedmiotami i inne takie… Cóż… Na szczęście byli tam tylko tydzień.

Ostatni minus to brak pralki. Także zostawała albo ręczna zabawa w umywalce lub wizyta w Old Town i cena około €10.

Co zwiedziliśmy

Jakoś piątego dnia, gdy w okolicy wszystko było obcykane postanowiliśmy wybrać się do Heraklionu. Był niedaleko, tam znajduje się bardzo dużo zabytków i muzeów. Poza tym jest to trochę większa miejscowość, także i w sklepach można zobaczyć nieco więcej niż w Malii. Do Heraklionu wybraliśmy się autobusem. Jest to jakieś 45 minut jazdy i kosztuje około €4 za osobę. Ostatni przystanek autobusu to większy dworzec niedaleko od centrum i portu. Idąc w ciemno przed siebie w oczy jako pierwszy rzucił się nam port. Także właśnie tam wybraliśmy się najpierw. Długi betonowy wał ciągnie się wzdłuż wybrzeża. Na początku portu znajduje się Koules Fortress – zabytkowa forteca. Odbudowana twierdza wzniesiona przez Wenecjan w XVI wieku z niesamowitym widokiem i wystawą artefaktów. Jest to muzeum, które niestety we wtorki jest zamknięte. Także nie udało nam się tam zajrzeć. Idąc na koniec portu możemy zobaczyć startujące z lotniska samoloty.

Port Heraklionie
Port Heraklionie

Później wybraliśmy się do centrum. Tam nie warto iść typowo turystycznym szlakiem. Lepiej raz iść w prawo, a raz w lewo. Ewentualnie zrobić sobie w domu mapkę i oznaczyć co i gdzie chcemy zobaczyć. Jest tam naprawdę wiele rzeczy do zobaczenia. Kościół jeden za drugim. Każdy ma w sobie coś przyciągającego uwagę. W niektórych miejscach ciekawe  malowidła na ścianach zdobią miasto. Wydaje mi się, że warto zarezerwować sobie na te miasto minimum jeden cały dzień.

Malowidła na ścianach w Heraklionie
Malowidła na ścianach w Heraklionie

Po powrocie do Malii postanowiliśmy zajrzeć do jednej z restauracji obok hotelu, gdzie codziennie miło witał nas pan przed wejściem. Powiedziałem mu, że raz wpadniemy. Postanowiliśmy więc spełnić tą obietnicę. Zjedliśmy smaczną obiadokolację i wyszliśmy z restauracji. Wyżej wymieniony pan pobiegł za nami tylko po to by nam podziękować, że przyszliśmy ;P Jakby ktoś miał ochotę wejść to polecam Mezes Garden Restaurant Malia.




Wypożyczenie samochodu

Do dalszego zwiedzania potrzebowaliśmy samochodu. Jakże proste i trudne jednocześnie zadanie. Postanowiliśmy przejść się i zapytać w kilku wypożyczalniach o dostępność i ceny samochodów. Z dostępnością nie ma problemu. Z cenami też nie powinno, a jednak mimo dużej konkurencji ceny potrafią się różnić nawet o połowę. Ale tylko w teorii. Zazwyczaj auto kosztuje cenę X, później trzeba do tego doliczyć ubezpieczenie i inne dziwactwa. Taże końcowa różnica to około €10 na dzień. Ceny potrafią też odbiegać od tych zareklamowanych na bilbordach…

Najtańszą opcją będzie skuter, później motocykl, a na koniec samochód. Polecam jednak to ostatnie ze względu na większe możliwości. Z parkowaniem nie ma większego problemu także nie ma się co zastanawiać. Jeżeli chcesz jeździć z klasą – wybierz audi w cabrio. Jeżeli chcesz się gdzieś dostać bez względu na warunki – panda będzie dobrym wyborem. Panda POWER!

Ulotki z wypożyczalni samochodów
Ulotki z wypożyczalni samochodów

Cena za auto na jeden dzień to około €30 – €40 – panda. Ceny maleją przy wypożyczeniu pojazdu na kilka dni. Nie polecam firmy Direct Auto – nie ze względu na złe samochody czy ceny. Tylko dla tego, że trafiliśmy na mało uprzejmą i niekompetentną obsługę. Nie odpowiadanie na pytania i kombinowanie jak koń pod górę przy swoich przemądrzałych odpowiedziach. Należy też uważać bo niektóre firmy mają limit kilometrów! Planując dłuższe wypady miej to na uwadze! W przeciwnym wypadku możesz dopłacać przy odbiorze.

Dalsze zwiedzanie z Pandą

Auto wynajęliśmy na 3 dni. Pomysł i plan był prosty, droga już troszkę mniej. Jeżeli jesteś po raz pierwszy na Krecie – uważaj i nie stosuj się do znaków. Tak się tam właśnie jeździ. Stop nie oznacza, że masz się zatrzymać, a ustąpić pierwszeństwa. Ciągła linia nie oznacza pasa awaryjnego, tylko – jedziesz wolniej – zjedź tam i daj się wyprzedzić. Zakaz wyprzedzania? Nie widziałem. Zwolnij do 80? Nic nie znaczący znak. Dopiero przy znaku ograniczenia prędkości do 50 lepiej zwolnić bo tam zwykle czai się jakiś zakręt pod kątem prostym. Parkowanie gdzie się da też jest spoko. Uważaj na fotoradary. Są oznaczone znakami.



Dlaczego więc droga jest problematyczna? Wydawałoby się, że 100km autostradą to z godzinka jazdy. Niestety Kreta jest górzystą wyspą. Najwyższa góra Krety Psiloritis znana również jako Mount Ida lub Timios Stravos ma aż 2456 m. n.p.m. Czyli znacznie wyżej niż średnia wysokość pasma Alp! Pamiętaj, że znajdujesz się na wysokości morza. Także czasem mocno zwalnia się podjeżdżając pod górę. Podczas jazdy ciągłe zakręty i znaki ograniczające prędkość. Nie można po prostu jechać prosto, trzeba okrążać góry i przez to nadrabiać kilometry. Ciągłego poruszania się nie ułatwiają też piękne widoki. Trzeba się zatrzymać i zrobić kilka zdjęć. Nie pomaga również ruch drogowy. Czasem jest całkiem tłoczno. A nie każdy turysta zjedzie nam byśmy mogli go wyprzedzić.

Pierwszym celem pando-wyprawy była plaża Vai. Po drodze chcieliśmy dodatkowo zobaczyć wyspę Kalydon oraz Spinalongę.

Kalydon to wyspa na którą wjedziecie autem przez niewielki mostek. Dojedziesz jednak tylko na górę, ale już nie wgłąb wyspy. Tam zostawiasz auto i idziesz dalej pieszo. Z Malii jest to zaledwie 42 kilometry, na które trzeba zarezerwować około godzinę jazdy. Ze względu na mocne słońce i brak czasu, chwilowo nie skusiliśmy się na odwiedziny plaży Kolokithia. Czyli tej najbliżej miejsca, gdzie możesz zaparkować swoje auto. Plaże widać z góry. Odwiedziliśmy te miejsce ponownie trzeciego dnia posiadania samochodu. Piękna woda i kolorowe ryby. Jeżeli poruszasz kamieniami na dnie, masz szansę zobaczyć kraby i rozgwiazdy, które szybko ukryją się pod nimi z powrotem. Niestety moja kamera nagrała wszystko nieco rozmazane. Nie mogła złapać ostrości. Dlatego też żaden film z podwodnego świata Krety nie został dołączony do filmu głównego 🙁 (Nowa kamera w drodze!). Podczas pływania przy skałach należy uważać na jeżowce. W niektórych miejscach jest ich dosyć dużo. Zetknięcie się z takowym może być bolesne. Dotyczy to całej wyspy. Sama plaża nie jest szeroka. Powiedziałbym bardzo, bardzo wąska. Trzeba się troszeczkę cisnąć i korzystać ze skał. Ale opłaca się. Do wyspy, od strony plaży dopływają wycieczkowce, czyli co jakiś czas robi się troszkę tłoczniej.

Plaża Kolokitha na wyspie Kalydon
Plaża Kolokitha na wyspie Kalydon

Spinalonga to mała wyspa obok wyspy Kalydon. Dostaniesz się na nią z miejscowości Plaka. Czyli ze stałego lądu najbliżej tej wyspy. Kursują tam łódki co jakieś 20 minut. Transport tam i z powrotem oraz wejściówka to jakieś €20. Na Spinalondze znajduje się stara niezamieszkana forteca, która w latach 1903-1957 służyła jako miejsce zesłań chorych na trąd. Nie skorzystaliśmy z oferty przepłynięcia się na wyspę. Wykorzystałem drona do nagrania materiałów do filmu.

Spinalonga
Spinalonga



Czas na odwiedzenie celu tej wyprawy czyli plaży Vai. Plaża ta jest krajobrazowo zbliżona do plaż karaibskich. Rosnący tu gaj jest największym naturalnym lasem palmowym w Europie. Obok plaży znajdują się skały z których można zrobić fantastyczne zdjęcia! W oddali można było zobaczyć skaczące delfiny. Odległość tego miejsca od Malii to zaledwie 118 kilometrów. Których przejechanie zajmie Ci niestety dwie – dwie i pół godziny. Nie licząc każdego zatrzymania się na fotografowanie krajobrazów.

Plaża Vai cel naszej podróży
Plaża Vai cel naszej podróży




Panda dzień drugi

Plan początkowy to plaża na wyspie Elafonisi. Elafonisi to niewielka wyspa położona przy południowo-zachodnim brzegu Krety. Na wyspę można dostać się pieszo przez otaczającą wyspę płytką lagunę. Na Elafonisi znajduje się plaża z charakterystycznym różowym piaskiem. Uważana jest ona za jedną z najpiękniejszych plaż Europy oraz wpisanazostała jako jedne z najcenniejszych przyrodniczo miejsc w Europie. Niestety jako, że praktycznie cały dzień zajęła nam podróż do plaży Vai, a znajduje się ona o połowę bliżej, postanowiliśmy odpuścić tak daleką wyprawę. Zostawiamy to na kolejną wizytę na Krecie.

Zamiast tego wybraliśmy się do Knossos. Tam pojechaliśmy obejrzeć znane ruiny pałacu zwanego pałacem Minosa lub labiryntem kreteńskim. Jest to kolejne pocztówkowe miejsce, które dużo nie oferuje, ale można zobaczyć i odhaczyć na swojej liście. Kolejki po bilety są całkiem długie. Ludzi wielu, wycieczki przyjeżdżają jedna za drugą. Na szczęście, ze względu na braki w czasie tacy ludzie wchodzą i bardzo szybko znikają. Kilka zdań przewodnika i wynocha. Niektórzy nawet nie mają czasu zrobić sensownej fotki. Koszt wstępu to €15. Knossos nie zapiera tchu w piersi, ale wygląda bardziej widowiskowo niż wspomniane wcześniej wykopaliska w Malii.

Knossos
Knossos

Kolejny przystanek to plaża Bali. Czysta i spokojna woda, domy na klifach, kolorowe ryby i dziwactwa na dnie? To właśnie tam. Naprawdę warto się wybrać. Czego ja niestety nie dostrzegłem będąc operatorem drona – pływający sobie ogromny żółw. Gdy ściągnąłem drona by spróbować go zlokalizować – tego już nie było. Jako ciekawostka powiem, że gdzieś w okolicy znajduje się plaża, na której żółwie morskie składają swoje jaja i to rzekomo tam można je podziwiać najczęściej. Nie miałem jednak tej przyjemności.

Plaża Bali
Plaża Bali

Galeria – Kreta 2019